Sprawa opłat za odpady w Wągrowcu wraca z prostego powodu - Wągrowiec dopłaca do systemu, a obietnice wyborcze Alicji Trytt z kampanii zderzyły się z rachunkiem ekonomicznym.

Według danych podanych przez Urząd Miejski obecna stawka 40 zł od osoby nie pokrywa kosztów funkcjonowania całego mechanizmu. Deficyt ma sięgać około 1,2 mln zł rocznie, czyli mniej więcej 100 tys. zł miesięcznie. To oznacza, że brakującą kwotę trzeba pokrywać z innych środków w budżecie miasta.
To już nie jest wyłącznie lokalny problem. W skali kraju gospodarka odpadami staje się jednym z najbardziej kosztownych zadań własnych samorządów. Portal Samorządowy podał, że w 2024 roku gminy wydały na ten cel ponad 14 mld zł, a system, który miał finansować się z opłat mieszkańców, coraz częściej wymaga dopłat z budżetów gmin.
| W Wągrowcu temat jest jednak szczególnie polityczny, bo dotyczy także wiarygodności obietnic wyborczych.
W debacie publicznej od miesięcy wraca zarzut, że Alicja Trytt w kampanii budowała przekaz oparty na ochronie mieszkańców przed wzrostem opłat, a po objęciu urzędu sama zaczęła przedstawiać projekty podwyżek.
Fakty są takie, że w marcu 2025 roku burmistrzyni proponowała wzrost stawki z 38 do 49 zł, ale rada tej propozycji nie przyjęła. Kilka miesięcy później stawka wzrosła jednak do 40 zł, a w styczniu 2026 roku urząd zaproponował kolejną podwyżkę, tym razem do 46 zł. I ten projekt również nie uzyskał poparcia radnych.
Na tym tle łatwo zrozumieć polityczny kłopot burmistrzyni. Kampanijne deklaracje okazały się znacznie łatwiejsze do złożenia niż do utrzymania po przejęciu odpowiedzialności za budżet. Dziś nie chodzi już tylko o to, że mieszkańcy nie otrzymali obiecywanej ulgi. Problem polega na tym, że rzeczywistość finansowa miasta wymusza ruch w odwrotnym kierunku. A im dłużej temat jest odkładany, tym większa robi się dziura w systemie.
| Tu wchodzi drugi, znacznie ważniejszy element całej sprawy: prawo.
Regionalne Izby Obrachunkowe od lat stoją na stanowisku, że system gospodarowania odpadami komunalnymi powinien się samofinansować. W materiałach Krajowej Rady RIO wprost wskazano, że takie były założenia reformy w 2011 roku, a pobierane opłaty mają pokrywać koszty funkcjonowania systemu. NIK zwracała z kolei uwagę, że konieczność finansowania niedoborów z innych źródeł ogranicza możliwości realizacji pozostałych zadań gminy.
Równie jednoznaczne jest podejście organów nadzoru do samego ustalania stawek. Kolegium RIO w jednej z uchwał z 2024 roku przypomniało, że rada gminy ma obowiązek przeprowadzić rzetelną i wnikliwą kalkulację wysokości opłaty tak, aby pobierane kwoty pokrywały rzeczywiste koszty funkcjonowania systemu. Innymi słowy, stawka nie może być politycznym kompromisem oderwanym od liczb. Musi wynikać z wyliczenia.
| Tak samo patrzą na to sądy administracyjne.
W orzecznictwie podkreślano już, że środki z opłaty śmieciowej nie mogą być przeznaczane na inne cele niż koszty systemu, a sama uchwała ustalająca stawkę musi opierać się na realnej kalkulacji. W najnowszym orzeczeniu NSA z 23 lipca 2025 roku wskazano wprost, że uchwała może zostać uznana za nieważną, jeśli zabraknie rzetelnej kalkulacji kosztów zgodnej z ustawą. To ważne, bo pokazuje, że rada miejska nie ma pełnej swobody politycznej. Zbyt niska stawka może być atrakcyjna dla mieszkańców, ale jednocześnie może okazać się prawnie wadliwa.
| W praktyce oznacza to tyle, że Wągrowiec stoi dziś między polityką a prawem.
Z jednej strony żadna władza nie chce firmować kolejnej podwyżki, bo to decyzja kosztowna wizerunkowo. Z drugiej strony utrzymywanie stawki, która nie pokrywa kosztów, uderza w budżet miasta i może być kwestionowane jako sprzeczne z logiką ustawy oraz linią nadzorczą RIO i sądów. Dlatego pytanie nie brzmi już dziś, czy temat podwyżki wróci, lecz kiedy wróci i w jakiej skali.
| Można sobie wyobrazić dwa scenariusze.
Pierwszy to mocniejsza jednorazowa korekta, która ma szybko ograniczyć deficyt. Drugi to łagodniejsze, ale regularne podnoszenie stawki, na przykład co roku o kilka procent. Politycznie łatwiejsza byłaby ta druga droga, ale finansowo nie rozwiąże problemu od razu.
W całej tej historii najbardziej niewygodny dla Alicji Trytt pozostaje właśnie kontrast między kampanią a rządzeniem. Gdy była kandydatką, łatwo było mówić językiem oczekiwań mieszkańców. Dziś, jako burmistrzyni miasta, musi poruszać się w granicach prawa, stanowiska RIO, linii orzeczniczej sądów i twardych wyliczeń systemu. A te są jednoznaczne: śmieci w Wągrowcu są dziś za tanie w stosunku do kosztów, jakie ponosi miasto.
Na razie mieszkańcy płacą 40 zł. Ale wszystko wskazuje na to, że ten temat nie został zamknięty. Odkładanie tematu nic nie zmieni, bo im później wróci na sesję, tym trudniejsza będzie decyzja i większy wzrost. Może warto rozważyć stawkę 42 zł?




