W Krzyżu Wielkopolskim miało dojść do zdarzenia, które może mieć poważne konsekwencje nie tylko prawne, ale również polityczne i społeczne. Pobito urzędnika?

W piątek, podczas rady budowy dotyczącej jednej z najważniejszych inwestycji realizowanych w gminie, miało dojść do pobicia pracownika urzędu, kierowania gróźb karalnych oraz prób zastraszania urzędników przez przedstawiciela wykonawcy.
Komunikat w tej sprawie w sobotę wieczorem wydała burmistrzyni Krzyża Wielkopolskiego Marta Kubiak. Jak przekazała, sytuacja miała miejsce podczas spotkania związanego z realizacją największej inwestycji w gminie. Burmistrzyni określiła zdarzenie jako „absolutnie niedopuszczalne” i „bez precedensu w historii samorządu”.
Z informacji, do których dotarliśmy, wynika, że pobitym pracownikiem miał być zastępca burmistrza Krzyża Wielkopolskiego Daniel Kurpiński. W marcu został powołany przez Martę Kubiak na stanowisko zastępcy burmistrza Krzyża Wielkopolskiego. Wcześniej był m.in. prezesem Wągrowieckiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego oraz prezesem MKS Nielba Wągrowiec.
Sprawa jest tym poważniejsza, że dotyczy nie incydentu na ulicy, lecz spotkania roboczego związanego z publiczną inwestycją. Rada budowy to miejsce, w którym powinny padać pytania o terminy, zakres prac, koszty i odpowiedzialność wykonawcy. Jeżeli potwierdzą się informacje o przemocy fizycznej oraz groźbach wobec urzędników, będzie to przekroczenie granicy, której w życiu publicznym nie wolno relatywizować.
W swoim komunikacie burmistrz Kubiak zapewniła, że urząd podjął już kroki prawne i współpracuje z odpowiednimi służbami. Podkreśliła też, że nie ma zgody na agresję, presję i zastraszanie osób wykonujących obowiązki służbowe. Wprost zadeklarowała, że stoi po stronie pracowników Urzędu Miejskiego.
| Tło tej sprawy jest napięte.
W Krzyżu Wielkopolskim trwa ostry spór wokół władz gminy. Na 31 maja 2026 roku wyznaczono referendum w sprawie odwołania burmistrz Marty Kubiak przed końcem kadencji. Wniosek w tej sprawie poparła grupa mieszkańców, a jednym z podnoszonych wcześniej zarzutów był brak dialogu oraz sytuacja wokół funkcjonowania urzędu.
Nie oznacza to jednak, że polityczny konflikt może usprawiedliwiać agresję. Spór w samorządzie jest rzeczą normalną. Mieszkańcy mają prawo krytykować władzę, domagać się wyjaśnień, organizować referendum i rozliczać burmistrza z obietnic. Wykonawcy mają prawo bronić swoich racji w sprawach inwestycyjnych. Urzędnicy mają prawo egzekwować zapisy umów i pilnować interesu gminy, ale w żadnym z tych scenariuszy nie ma miejsca na rękoczyny.
Pytanie, które po tym zdarzeniu będzie wracało, brzmi: czy lokalna polityka, narastające emocje, buta i arogancja zaczynają wypychać z debaty zwykłe zasady przyzwoitości? Można się różnić. Można ostro dyskutować. Można domagać się dokumentów, wyjaśnień i odpowiedzialności, ale moment, w którym ktoś podnosi rękę na urzędnika podczas wykonywania obowiązków, nie jest już elementem sporu. To sprawa dla organów ścigania.
Teraz kluczowe będzie ustalenie dokładnego przebiegu wydarzeń. Potrzebne są odpowiedzi na podstawowe pytania: kto uczestniczył w radzie budowy, co było bezpośrednią przyczyną eskalacji, czy na miejscu byli świadkowie, czy sporządzono dokumentację zdarzenia i jakie obrażenia odniósł poszkodowany. Ważne będzie również stanowisko wykonawcy inwestycji.
Jedno jest pewne już dziś. Jeżeli publiczna inwestycja, która ma służyć mieszkańcom, staje się tłem do przemocy, to sprawa przestaje być wyłącznie lokalnym konfliktem. Staje się testem dla samorządu, służb i standardów, które powinny obowiązywać w relacjach między władzą, wykonawcami i mieszkańcami.
